Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej.
Zaloguj się
?

Zamieszkaj
Zdecydowałeś(aś) się zamieszkać na Pustkowiach Winków? Świetnie!
Rejestracja
Zaloguj się
?
Zamieszkaj
Zdecydowałeś(aś) się zamieszkać na Pustkowiach Winków? Świetnie!
Rejestracja
Juarez

Pewnego razu w bu... barze

Dnia 10 sierpnia 51 roku Po Bombach o 0:36 Pan Talerz rozpoczął dyskusję pisząc:
<Ciężko jest się wyzbyć starych nawyków, dlatego też Talerz zanim wszedł do budynku, przez wybitą szybę pomachał kapeluszem na patyku. Ufff... Na szczęście nikogo nie było w środku bo po 2 sekundach w swoim kowbojskim kapeluszu miałby już z tuzin dziur! Z plecaka wyciągnął pęto kluczy, po czym znalazł ten właściwy i zaczął majstrować przy kłódce od naprawdę grubego łańcucha. Zasadniczo, rzadko kiedy w budynku do którego chciał wejść, drzwi były przymocowane do zawiasów dłużej niż dwie godziny ale jednak kiedy ostatni raz opuszczał to miejsce, czuł się pewniej chociaż udając że zamyka za sobą wejście. Kto tylko by chciał, wlazłby do środka albo przez wybitą szybę albo przez dziurę w ścianie. "Trzeba będzie załatać" pomyślał. Zasadniczo wprawdzie roboty strażnicze kręciły się nieustannie w okolicy od ponad dwóch lat ale w dużej większości już dawno przestały być sprawne bojowo, pełniły raczej funkcje "strachów na wróble".
Kiedy Porcelanowy Król wszedł do wnętrza budynku, ogarnęła go nostalgia. Bar "Pod Różowym Kundlem" wyglądał dokładnie tak samo jak go zostawił, kiedy zapieczętowywał bramy Wolnego Miasta Winktown.>- Ale ruina, trzeba będzie to ogarnąć zanim przybędą inni... <Wpierw jednak podszedł do kontuaru i spod lady wyciągnął butelkę "Uranowego". Napój był przyjemnie schłodzony, leżakował tutaj szmat czasu. Siadł na najbliższym stołku.> - Będzie w pizdu roboty aby przywrócić dawny blask temu miejscu. <Jakby na znak, w tym momencie stołek załamał się pod nim.> - Home, sweet home kurna!
2 2

Odpowiedzi (469)

Na dół Strona 4 z 32
Dnia 22 lipca 52 roku Po Bombach o 13:24 Pan Talerz odpowiedział :
- Było tak od razu! - Talerz rozrywa sznurek którym go związał Wettin, wstaje i ociera mokrą twarz rękawem - Nie mogłeś skorzystać z systemu prywatnych wiadomości albo czegoś? Nie wiem jak w Bialenii ale u nas poczta działa bardzo sprawnie! Albo chociaż mogłeś założyć wątek z tematem niefabularnym dotyczącym Twojej idei. Co za amatorstwo...
Talerz wychodzi z zatęchłej nory do jakiej go przytargał Markus i kieruje się w kierunku odgłosów szalejącej bitwy.
- My tu mamy wojnę do wygrania!


Do Waszej Szanownej Ekscelenci: wystarczyło założyć wątek niefabularny z pytaniem lub zadać pytanie poprzez PW a nie bawić się w podchody i burzyć czwartą ścianę ;) Czekam na konkrety w oddzielnym wątku. Osobiście jestem fanem Uniwersum Metro 2033 i Kompleksu 7215, a z tego co tam kojarzę, to w Bialenii mieliście chyba jakieś fabularne forum o metrze nie? Proszę odpowiedzieć w oddzielnym wątku :)
0 0
Dnia 22 lipca 52 roku Po Bombach o 18:20 major Radziecki odpowiedział :
Wandejczyk znowu zajrzał przez dziurę i kontrolnie się rozejrzał.
- Ej, to była dopiero pierwsza zburzona ściana. Proszę nie szkalować, to operacja pokojowa. A nawet czteropokojowa z kuchnią (polową).
0 0
Dnia 22 lipca 52 roku Po Bombach o 20:49 Pan Talerz odpowiedział :
CIĄG DALSZY WALK ULICZNYCH ODBYWA SIĘ TUTAJ:
http://winktown.cba.pl/forum.php?post=1173#post1173
0 0
Dnia 17 sierpnia 52 roku Po Bombach o 18:35 Pan Talerz odpowiedział :
Do "Kundla" wszedł Talerz ubrany w swoje najlepsze ciuchy. Od razu wzbudził zainteresowanie, ponieważ mocno kontrastował z na wpół zburzoną knajpą, gdzie zebrani siedzieli na skrzynkach od piwa, a w ścianach były dziury większe od jaj zmutowanych gekonów. No i brakowało połowy sufitu.
Dobrze, że chociaż z piecyka buchał żar z palonych, pokrytych organiczną powłoką putinatorów. Kiedy się już taka organiczna skórka wypaliła, Inkwizytor pełniący honorową wartę przy kominku wyciągał metalowe części, odrzucał na kupę złomu i wrzucał następny egzemplarz który mógł dać trochę ciepła.
Porcelanowy zakręcił się dookoła i zobaczył smutne mordy obecnych. No cóż, wielu prawdziwych Winków odeszło lata temu, lub błąka się po Pustkowiach nie mogąc trafić do jej Perły. Gdyby ktoś im kiedyś powiedział że obecnie głównymi klientami "Różowego Kundla" będą wandejscy żołnierze, Inkwizycja i bobry to by nie uwierzyli i by wyśmiali bajkopisarza, po czym zapewne poczęstowali by go kulką w łeb.
Takie niestety paskudne czasy nastały i trzeba było się z tym pogodzić, mając nadzieję że jeszcze takie znakomite persony jak Tocza, Orzi czy Harold powrócą do Winktown.
Talerz splunął.
- Kochani! - dało się usłyszeć dźwięk tłuczonego szkła. To jeden z bobrów przygotowywał się do walki o swoją cnotę, bo wiedział co dawniej oznaczał taki początek wypowiedzi. Tym razem się jednak mylił i nikt nie zamierzał go gwałcić - Dziewięć lat temu, dokładnie 17 sierpnia, ja wraz z Hassanem i Dogmeatem odkryliśmy ten piękny bar wśród ruin tego pięknego miasteczka. Minęło szmat czasu i to miasteczko dalej wygląda jakby bomby spadły co najmniej kilka dni temu! - Pokazał fuck you w stronę, gdzie jeszcze parę dni temu stała armia maszyn Pietrowa - Paradoksalnie, dalej realizujemy tą samą misję czyli próbujemy odbudować to miejsce. No cóż, każdy ma jakieś hobby co nie? Dzięki za pomoc! Kolejka na mój koszt!!!
Podniósł się gwar.
- Barman! Gdzie moje piwo?! - zakrzykną ktoś klasycznie.
0 0
Dnia 18 sierpnia 52 roku Po Bombach o 0:25 Herr Juarez odpowiedział :
Chwilę potem w drzwiach "Różowego Kundla" stanęło troję zakapturzonych mężczyzn w ciemnych płaszczach. Atmosfera nagle stała się jakby nieco mroczniejsza, ale i tak wciąż było w niej coś wkurwiającego. Gość stojący w środku ruszył do przodu. Przy każdym jego kroku było słychać metaliczny dźwięk. Pozostali dwaj poszli za nim bacznie rozglądając się na boki. Wtem ktoś z obecnych tam wandejskich obszczymurów zauważył wystający spod płaszcza żelazny przedmiot, podniósł się z krzesła (ledwo, ale udało mu się) i zawołał:

- Eeeee! Do ciebie mówię blaszana łajzo! Myślisz, że możesz ta... aaaghh...

Koleś nawet nie zdążył dokończyć zdania jak mężczyzna w kapturze wyglądający na szefa tamtych dwóch podszedł do niego, złapał go za gardo i wcisnął mu w podbrzusze metalową lufę. Trzymając go za grdykę zbliżył się do jego twarzy i poruszył nozdrzami.

- Wiesz co czuję? - spytał ochrypły głos.
- Erghhagrhh... - coś tam wymamrotał Wandejczyk.
- Czuję najpiękniejszy i zarazem najobrzydliwszy zapach jaki można znaleźć na Pustkowiach...

W oczach obleśnego żołnierza pojawiło się nienaturalne przerażenie.

- Herezja... - szepnął ochrypłym głosem i pociągnął za spust. Tułów wandejskiego nieszczęśnika rozsadził ogromny, jasny płomień, a żarzące się wnętrzności spadały na podłogę baru. Mężczyzna upuścił resztki zwęglonego torsu, schował miotacz płomieni z powrotem za pazuchę i zdejmując z głowy kaptur powiedział:

- Herezja moi mili to najlepsza rzecz jaka w tej zapadłej dziurze może poprawić mi humor!

Na twarzy Juareza pojawił się dziwny uśmiech. Ciesząc się chwilą powiedział swoim podkomendnym, że póki co mają fajrant i mogą sobie łyknąć Uranowego, a on sam podszedł do baru.

- Barman!
- Do usług Waszej Ekscelencji!
- Podaj mi coś na osłodzenie.
- A co Ekscelencja preferuje ze słodkości?
- Hmmm... Ze słodyczy to chyba tylko wódkę. Tak. Podaj mi ze trzy butelki i dolicz do rachunku majora Radzieckiego. To bardzo dobroduszny człek, mimo, że socjalista.
- Oczywiście!

W pewnym momencie Juarez ujrzał siedzącego nieopodal Talerza, który patrzył na niego z niedowierzaniem. Wziął więc wódeczkę i dosiadł się do niego.
0 0
Dnia 18 sierpnia 52 roku Po Bombach o 16:18 Pan Talerz odpowiedział :
- No ja rozumiem Juarez, że się bardzo przejąłeś swoją nową funkcją Mistrza Inkwizytorów - powiedział Talerz do Maikowskiego - Ale kolegom tej kupki popiołu, to się chyba nie spodobało...

Istotnie, pozostała część garnizonu Sarmackiej Armii Ludowej przebywająca w "Różowym Kundlu" na przepustce, zaczęła wstawać od stolików i z butelek po piwie robić prowizoryczne narzędzia zbrodni.

- I wiesz co, tak po prawdzie to ja już się zbierałem. Obowiązki zarządcy miasta, rozumiesz! - Porcelanowy poderwał się od stolika i już wychodził, kiedy w pół drogi do wyjścia zawrócił, chwycił jedną z butelek wódki przyniesioną przez Juareza i dodał: - To na drogę! Miłej zabawy!

Chwilę później w "Kundlu" rozegrała się regularna bitwa, która być może zapisałaby się w dziejach Winktown jako jedna z najkrwawszych bójek barowych, gdyby nie fakt że do takich dochodziło w lokalu mniej więcej raz na tydzień.
0 0
Dnia 19 sierpnia 52 roku Po Bombach o 21:36 major Radziecki odpowiedział :
<Stuk>Talerz, wymykając się przez drzwi Baru zderzył się z czymś. Z czymś dużym. Popatrzył w górę, wzdłuż czerwonego... ciała? pancerza? Chciał krzyknąć "Roboty wróciły", ale zanim dobył głosu z gardła, wielka łapa odsunęła go na bok.

Pochylając się, "coś" wkroczyło do baru. Wszyscy po kolei przerywali walkę, gapiąc się na olbrzyma z ceglasto-czerwonych płytek. Ruszył w kierunku Juareza, jednak jego kroki nie sprawiały wrażenia robota, a raczej człow... istoty żywej. Na jego drodze stał jeden z inkwizytorów, który jednak zamiast odsunąć się zastygł, po czym plunął ze swojego miotacza ogniem na stwora. Ten jednak nawet nie zwolnił. Podszedł, złapał wielkim łapskiem za hełm inkwizytora, ścisnął (słychać było skrzypienie i trzask), po czym szarpnął, zrywając go z ofiary... razem z głową. Cisza pogłębiła się i wszyscy intensywnie zaczęli rozważać drogę ucieczki.

Do baru wkroczył Radziecki, a za nim - dwa kolejne czerwone giganty. Radziecki rozpromienił się widząc przywódcę inkwizycji, podszedł - mijając znieruchomiałych walczących i usiadł przy stoliku, koło którego stał Majkowski.
- Siadaj - rzucił krótko do Austriaka.
- Co do kurwy... - Majkowskiemu wrócił język.
- Siadaj, mówię. - Radziecki machnął w kierunku krzesła. Rozglądajac się powiedział, podnosząc glos - Nie macie czego chlać? Wracajcie do swoich obrzydliwie alkoholowych trunków. - znacząco kładąc dłoń na armacie.

Bywalcy, rozumiejąc że bójka skończona, opuścili broń i wrócili do swoich spraw - niektórzy pijąc z tymi, których chwilę wcześniej próbowali zaciukać. Majkowski stał jeszcze chwilę, ale z ciężkim sercem usiadł, widząc wyraz twarzy Radzieckiego.

- Co to jest? - zapytał, wkurwiony. - Kto śmie przeciwstawiać się świętemu ogniowi Officjum?
- To co widziałeś przed chwilą, a był to szeregowy Duduś - mutek, tak przy okazji - to dopiero początek. Trochę tego typu rekrutów ze Schmetterling sobie załatwiliśmy. Ceramiczne zbroje wspomagane to drugi element. W efekcie dostajesz praktycznego golema. Nie było to tanie, ale trochę ich mamy. Możesz ich smażyć swoimi płomyczkami cały dzień, a może trochę się spocą. - Radziecki nie szczędził kwaśnego uśmieszku.
- Zobaczymy, jak sobie poradzi, kiedy... - jednak Majkowskiemu znowu nie było dane dokończyć, bo Radziecki przerwał mu waląc pięścią w stół, wywracając butelki z wódką, które - na szczęście - nie stłukły się, ale potoczyły się po podłodze w tłum, znikając natychmiastowo.
- Słuchaj, skurwlu. Chłodziwo z robotów ledwo zdążyło wsiąknąć w ziemię, a ty już zaczynasz fajczyć moich ludzi? Mam przez to rozumieć, że układ nie obowiazuje, a ja mogę wytłuc to twoje pancerne, monarchofaszystowskie robactwo? Chcesz, żebym zamienił tą twoją sektę w małą, krwawą plamkę? - Radziecki nie był już rozbawiony, a pod stolikiem armata wymierzyła w krocze Majkowskiego. - Możemy działać jak dotąd, podzielić się wpływami i terytorium, albo możemy rzucić się sobie do gardeł, wystawiając się na powrót robotów. Decyduj. - Radziecki odbezpieczył armatę, a golemy wyprostowały się, zaciskając pięści we wspomaganych rękawicach...
0 0
Dnia 20 sierpnia 52 roku Po Bombach o 0:20 Herr Juarez odpowiedział :
Juarez zastygł na chwilę. Jego wyraz twarzy mówił sam za siebie... Jestem tak wkurwiony, że zaraz zrobię każdemu z dupy drugie Westerplatte. Radziecki jednak nie spuszczał z niego wzroku cały czas trzymając palec na spuście armaty. Po chwili przez drzwi baru weszła grupka Inkwizytorów ze straży przybocznej Juareza i trzymając w rękach granaty samozapalające stanęli w szeregu za gigantami Radzieckiego. Wtem Von Maikowski pochylił się w stronę majora i powiedział:
- Myślisz, że jesteś taki sprytny? Twoi ludzie mnie obrażają i ma to im ujść na sucho?! Chyba nie sądzisz, że... W tym momencie Radziecki po raz kolejny uderzył ręką w stół i krzyknął.
- Słuchaj pimplu! Mam to gdzieś kto kogo obraża. Możecie sobie dać po mordzie, możecie urwać sobie jaja, ale nie nie macie się mordować nawzajem! Zrozumiano?! JEB!
Nagle wielki czerwony pancerz z Wandejczykiem w środku przewrócił się na ziemie.
- Cholera jasna! Moja ręka! - wrzasnął Juarez.
- Teraz się doigrałeś... - powiedział leżący na ziemi Radziecki oddając swoją armatę podwładnemu.

Po mocnym, prawym sierpowym Juareza walka barowa rozpętała się na nowo, ale tym razem wyłącznie pomiędzy wkurwionym Wandejczykiem i równie wkurwionym Austro-Węgrem. Z początku okładali się tylko pięściami, lecz po jakiś 15-stu minutach w ruch poszły krzesła, butelki i wszystko co udało im się złapać.

48 minut później...

- Masz już dość Ty monarchofaszystowska cioto?! - zapytał major po ostatnim ciosie nogą od krzesła po czym przetarł pot spływający mu po twarzy.
Bijesz gorzej niż moja prababka pieprzony socjalisto. - odpowiedział Juarez wypluwając krew i kilka zębów.

Tymczasem straż przyboczna Inkwizycji i wandejscy giganci rozkoszowali się wódką skonfiskowaną schlanym Winkom.

Juarez spojrzał w ich kierunku i wymamrotał sapiąc:
- Nie wiem jak Tobie, ale mi się wydaje, że to nie ma sensu. Muszę się napić. - powiedział Von Maikowski podpierając się o ścianę. Złapał oddech i chwilę potem zataczał się w kierunku baru.
0 0
Dnia 20 sierpnia 52 roku Po Bombach o 1:18 Iwan odpowiedział :
Pietrow owe zajście widział dzięki jednemu z terminatorów, który znajdował się w barze. Nowe oprogramowanie pozwało zwiększyć inteligencję maszyny o 50 procent! Dodatkowo robot w pełni wtapiał się w pijackie społeczeństwo Winktown. Pił, bekał, pierdział, zataczał się po wódce, a nawet zaliczał zgony! Coby jeszcze przechwałkom nie było końca, terminator miał wgraną winkową gwarę i swobodnie rzucał wiąchami w kierunku osób, które właśnie do niego się napatoczyły.
- Jak dzieci... W takim tempie to sami się wybiją. - krótko acz zwięźle całą bójkę skomentował Pietrow. Przebywał on w jednej z fabryk robotów na Pustkowiach, a wszystko widział na ekranie komputera, który przesyłał obraz z terminatora.

***

Do baru podszedł pobity von Maikowski. Akurat usiadł obok wspomnianej wyżej maszyny, która właśnie kończyła dopijać trunek o dziwnym zabarwieniu (pewnie jeden z miejscowych drinków).
- Barman! Dawaj no butelkę wódki i dwa kieliszki! - krzyknął Maikowski - Kolego, masz dziś szczęście. Pijesz z samym szefem inkwizycji! - powiedział do siedzącego obok terminatora, który popatrzył się na niego badającym (acz pijanym) wzrokiem.
0 0
Dnia 20 sierpnia 52 roku Po Bombach o 11:55 Markus odpowiedział :
Nagle usłyszano potężny huk i świeżo odbudowana ściana ponownie legła w gruzach.
- Kurwa znowu?! - wściekle wykrzyczał Talerz.
Po resztkach ściany wszedł do środka półczłowiek, półrobot. Wysoki był na ponad 2 metry i miał na sobie grafitową zbroję z widocznymi emblematami Rzeszy Słomogradzkiej.
- Co to znowu za bydle? - z niedowierzaniem w jednym momencie powiedziały osoby znajdujące się w Barze.
Super Soldier wycelował swoim MaschinenGewehrem w stronę Maikowskiego i terminatora. Cała dwójka zastygła w bezruchu i przerażeniu. Markus oddał serię ze swojego karabinu w ich stronę. Maikowski w ostatniej chwili schował się za swoim towarzyszem i już chciał odrzucić jego martwe truchło, ale zobaczył elektronikę w dziurze wykonanej przez karabin mutanta. Natychmiast pobiegł za ladę baru i schował się tam wyciągając swój rewolwer.

Pijany terminator słaniając się na nogach wycelował w stronę Ãœber-Soldatena i po chwili namysłu rzekł - Sojusznik. Zaczął strzelać na ślepo trafiając przypadkowo Markusa w zbroję, od której kula się odbiła i trafiła rykoszetem jednego z bobrów, który przyglądał się całemu zajściu.

Natychmiast do Baru wbiegły oddziały inkwizycji, ludzi Radzieckiego, stalkerów i uzbrojonych bobrów, chcących pomścić swojego futrzanego przyjaciela.
0 0
Dnia 20 sierpnia 52 roku Po Bombach o 18:40 Pan Talerz odpowiedział :
Na czele oddziału do "Kundla" wpadł Talerz, na ramieniu niosąc wyrzutnię miniatomówek.
- SKOŃCZYCIE WY WRESZCIE KURWA STRZELAĆ DO SIEBIE WZAJEMNIE? CHWILI SPOKOJU NAWET NIE MA! LEDWO CO SIĘ ZA REMONT ZABIERZEMY, TO ZARAZ WASZA HOŁOTA ROZPIEPRZA WSZYSTKO W DROBNY PYŁ! MAM KARWA FA SERDECZNIE DOSYĆ!

Porcelanowy poprawił wyrzutnię na ramieniu. Co jak co, ale swoimi gabarytami bardziej pasowała dla mutków, gdyby te chociaż nie były takie tępe i trzymały lufę w odpowiednim kierunku. Talerz postąpił kilka kroków naprzód. Zobaczył ogromne czerwone supermutasy w pancerzach wykonanych z tytanowej porcelany - najtwardszego metalu na świecie. Zobaczył Inkwizytorów w nie mniejszych, bogato zdobionych, czarno-czerwonych pancerzach wspomaganych. W końcu nawet zauważył Markusa i jednego z putinatorów Pietrowa (pociski zrobiły mu dziurę w brzuchu wielkości pięści, przez którą widać było kable robota), najpewniej szpiega. Westchną ciężko.

- Najpierw najeżdżacie mi miasto. Wszyscy! A potem je, kurde bele, rozbieracie na części! W dupie mam czy jesteście pornosocjalistami z Wandystanu, Inkwizytorami z Austro-Węgier, czy kondominium bialeńsko-hasselandzkim. Dawniej człowiek mógł sobie wyjść spokojnie na ulicę, co najwyżej martwiąc się że go bóbr okradnie, lub jakiś bobol zgwałci, a dziś? Wszędzie tylko walki i walki, że się nawet napić piwa nie można bez latających kul nad głową.

Zebrani w lokalu zamilkli, chyba im się głupio zrobiło. Talerz poczuł się pewniej i zdecydował się opuścić wyrzutnię w dół, po czym kiedy już się upewnił że nikt do niego nie będzie strzelać, nawet ją oparł o najbliższy stolik, samemu siadając na jednym z niewielu ocalałych krzeseł.

- Ogłaszam że w tym momencie chcę podpisać rozejm pomiędzy wszystkimi stronami walczącymi o Pustkowia ze szczególnym uwzględnieniem mojego miasta. Wy nie strzelacie do Winków, Winkowie nie strzelają do Was. I możecie sobie swobodnie przebywać w Wolnym Mieście o ile pomożecie mi w jego odbudowie. Deal?
0 0
Dnia 20 sierpnia 52 roku Po Bombach o 20:04 Markus odpowiedział :
Markus zarzucił MaschinenGewehrema na plecy i usiadł sobie w kącie baru.
- Deal. - stanowczo odpowiedział. - I w sumie przepraszam za tę ścianę, pomogę ją odbudować. - odrzekł pokornie.

Maikowski wyszedł zza lady baru i dołączył do reszty Inkwizytorów. Spojrzał spod byka na Ãœber-Soldatena trzymając nadal dłoń na kaburze broni.

- Wybaczcie panowie, ale musiałem przetestować nowe zabawki. Do tej pory jakoś nie miałem okazji postrzelać z tak zajebistej pukawki. A tak swoją drogą to proponuję tę ścianę zrobić z płyt OSB, bo nie ma sensu jej zamurowywać co tydzień. - skwitował z ironią.
0 0
Dnia 20 sierpnia 52 roku Po Bombach o 23:45 Iwan odpowiedział :
Terminator przemówił głosem Pietrowa - Jestem skłonny podpisać rozejm z winkową hołotą. I tak widzę, że moja wizyta tutaj się przedłuży. Pamiętajcie jednak, że nie ma rzeczy doskonalszej od maszyny. Podczas, gdy wy będziecie spać, my będziemy czuwać. Podczas, gdy wy będziecie zmęczeni, my będziemy wykonywać zadania z pełnią sił. Podczas gdy wy będziecie odpoczywać wiecznie, my będziemy panować na tej ziemi. Zapamiętajcie to sobie - maszyna przerwała, wypiła kieliszek wódki i kontynuowała - Jestem również skłonny wysłać wam drużynę robotów serwisowych, które pomogą wam przy odbudowie miasta. Niech ten dar będzie znakiem, że to ja panuję nad maszynami, że to ja jestem ich Imperatorem i to ode mnie zależy, co mają czynić. - terminator skończył, jednakże zaczął mówić ponownie, gdy zauważył, że Radziecki podnosi swoją armatę - Proponuję również, aby ten egzemplarz został, można by rzecz - łącznikiem pomiędzy mną i mym Imperium, a mieszkańcami Winktown. Właśnie, źródłem energii w maszynie jest małe ogniwo jądrowe, mocno niestabilne. Jest tak ustawione, że jeżeli robot zostanie zniszczony, wtedy wybucha. Ewentualnie jak ogniwo zostanie trafione, wtedy też wybucha. No i oczywiście ja też mam możliwość żeby zdalnie doprowadzić do przegrzania ogniwa, co oczywiście będzie skutkowało jego wybuchem. Co do wybuchu, to nie chcecie, żeby doszło dp niego w samym środku Wolnego Miasta. No, tak więc mam nadzieję, że się dogadaliśmy. Za jakiś czas pod bramy przyjadą roboty serwisowe - maszyna skończyła mówić i powróciła do picia alkoholu, który wypływał z dziury w brzuchu...
0 0
Dnia 21 sierpnia 52 roku Po Bombach o 2:05 major Radziecki odpowiedział :
OFFTOP: Ja tylko proszę tow. Talerza (ale i innych) o pamiętanie, że co do zasady większość "moich" "ludzi" to nie Wandejczycy, a winkowi lokalsi: członkowie zorganizowanej przeze mnie milicji, trochę mutków ze Schmetterling, trochę gnarpów i bobry (zarówno elitarne Castor Vandi jak i zwerbowane lokalne, tak samo bezużyteczne jak wszystkie). Wandejczycy w Winktown to nieliczni (kilkudziesięciu) instruktorzy, chyba że będziemy mówić o bazach wojskowych MW - tymczasowo w Schmetterling, a na stałe w Archwandielsku. A, no i nie czepiam się specjalnie, żeby nie robić chryi przy każdej wypowiedzi, ale przyjmijcie jednak, że co do zasady ani ja ani moje siły nie chleją alkoholu... Z góry dzięki. /OFFTOP

Radziecki pokiwał ze zrozumieniem głową i opuścił armatę.
- Zgoda. - mruknął, po czym walnął z piąchy Majkowskiego, który - znów - nakrył się nogami. Po czym, nie czekając na reakcję kogokolwiek, wyszedł z baru - a za nim jego ceramiczne cudeńka. Skierował się do koszar Adeptus Aspamtes. "To wszystko wymaga bardziej stanowczego działania" - pomyślał i przyśpieszył kroku.
0 0
Dnia 21 sierpnia 52 roku Po Bombach o 3:06 Herr Juarez odpowiedział :
- Rozejm? - szepnął do jednego z Inkwizytorów Juarez- Co to w ogóle za słowo jest?
- Nie mam pojęcia Ekscelencjo, ale myślę, że oni Nas chyba właśnie obrazili... - odpowiedział cicho Inkwizytor i mocniej chwycił swój miotacz płomieni.
- Niewykluczone... Może to jakiś stary, winkowy dialekt.
- Wasza Ekscelencjo. A jeżeli to jest... herezja?! - szepnął Inkwizytor.
- Tobie to już chyba mózg przeżarło to Uranowe! Jeśli to by była herezja to od razu bym ich spopielił moim "Infernusiem". - krzyknął Juarez.

Wszyscy siedzący w barze nagle nerwowo spojrzeli na oddział Inkwizycji. Po chwili odezwał się Talerz:

- Na Wielkiego Ogórka! Tylko mi nie mów, że zaraz znowu zaczniecie swoją świętą wojnę! Winktown jest w ruinie, a z Waszych warsztatów zbrojeniowych pozostała kupka popiołu. Zgódźcie się na ten pieprzony rozejm żeby można było w spokoju odbudować miasto. Dupy Wam chyba nie urwie co nie?
- A więc niech będzie. Święte Officjum wstrzyma swoje działania do czasu zakończenia tego, całego rozejmu. - powiedział Juarez, a potem zwrócił się do podkomendnych - Panowie wracamy do sztabu.

Wychodząc z "Różowego" Von Maikowski namyślał się: Skoro mamy zawieszenie broni to czas może wrócić do starej siedziby Inkwizytorium? Co prawda teraz to jest rudera zabita dechami, ale mały remoncik i będzie jak nowa.
0 0
Copyrights © 2006 - 2021; Pustkowia Winków
Zbudowane przez Antona Sokołowa pod czujnym okiem Otto von Tellera